|EmancyPunx|

|EmancyPunx Presents...|
 

Menu>>|Nowości| |o Emancypunx| |Wydawnictwa| |Katalog| |Zespoły| |Koncerty| |Zapowiedzi| |Riot Grrrl| |Artykuły| |Relacje| |Radykalne Czirliderki| |Linki| |Księga Gości| |Kontakt|

 
   

GIBANIE W RYTM LE TIGRE

Koncert LE TIGRE, THE PEECHES, ALL SCARS - Berlin/Listopad 00

 

 

Na ten koncert czekałam od miesięcy….tak więc wyjazd do innego oddalonego o 600 km kraju nie stanowił przeszkody.

 

LE TIGRE to nowy zespół Kathleen Hanna, byłej wokalistki BIKINI KILL.. Dla przypomnienia tym czy przegapili kilka lekcji z historii punk rocka: BIKINI KILL na początku lat dziewiedziesiatych przyczyniło się do powstania wewnątrz punk międzynarodowego ruchu riot grrrl. Ruch muzyczny wzorował się m.in. na klasycznych zespołach typu X-RAY-SPEX, aż po postacie z pokroju YOKO ONO I PATTI SMITH.

BIKINI KILL w końcu po prawie 10 latach istnienia rozpadło się, a Kathleen Hanna wydała solową płyte, stworzyła też Project “THE FAKES” - co zaowocowało kolejnym wydaniem materiału na winylu. Oba te płyty wyznaczają już nowy kierunek twórczości Kathleen Hanna, będącej coraz dalej od prostego lecz orginalnego, ulegajacego klasycznym rock’n’rollwym wpływom punka w riot grrrl stylu, wchodząc w rewir muzyki elektronicznej…W swojej twóczości zachowuje jednak rdzeń punka, zarówno w formie jak i przez zachowanie przesterowanej gitary elektrycznej. Do tego pozostał zaangażowany przekaz I charakterystyczny sposób śpiewania ex wokalistki BIKINI KIL. W ten sposób LE TIGRE tworzy coś zupęłnie nowego.

 

Muzyka LE TIGRE jest stworzona jak najprostrzymi metodami, ale nadzwyczaj efektowna. W wywiadach Kathleen Hanna mówi, że chodziło jej o to by pokazać, że muzykę może tworzyć każdy/każda. Wystarczy chcieć I mieć - nie szmal ale pomysły.

Nie potrzeba więc pieniędzy, super sprzętu, ukończonej szkoły muzycznej czy super studia by nagrać materiał.

 

Płyta LE TIGRE ukazała się w Wiija Records. Zapowiadana jest już druga płyta w MR LADY (jest to wytwórnia m.in. ex członkini znanego lesbijskiego zespołu TEAM DRESCH).

Co do odbioru - LE TIGRE słuchane z płyty powoduje, że nóżki aż same się podnoszą, a ciało giba w rytm. Czyli czysty relax, a utwory przyczepiają się do ucha co gorsze mogą powodować gibanie również poza słuchaniem płyty. Co najlepsze ta muzyka wchodzi prawie wszystkim I pozwala na tańczenie a nawet tworzenie układów tanecznych.

Zrozumiałe więc powinno być to, że nic nie mogło powstrzymać mnie od wyjazdu na koncert., który miał się odbyć w wschodnio berlińskim klubie “Maria am Ostbahnhof” .

Niestety przyniósł kilka rozczarowań. Drogi wjazd (25 DM), burżujski klub, kolejka jak za komuny po papier I częściowo chujowa japiszońska publiczność czekająca na wjazd. Gdyby się nie pojawiła banda koleżanek z klimatów autonomistycznych ze swoimi charakterystycznymi wielkimi czapami.

 

W środku lekki szok. Dystrybucje zakazane, wszystko trzeba ustalić na 2 tygodnie przed, również wywiady z kapelami…no I same odstrzelone osoby (oprócz naszej bandy brudasów). Na sali przynajmniej 500 osób, tłok. Zaczął się koncert…jednak ALL SCARS nie zauważyłam…nie wiem dlaczego, bo byłam na sali koncertowej, a nie mozna to tłumaczyć chwilowym blackoutem ( nie pije, nie przypalam, nie dawkuje). Trudno! Na scenie pojawiło się THE PEECHES, które już wcześniej miał trasę po Europie. Wokalistka z postawą kobiecego macho, strzelająca śmieszne gesty I miny w stronę publiczności oraz twardzielka w ciemnych okularach na drugim wokalu I hiper-kobieca tancerka - obie adorujące wokalistkę. Cała ta trójka obsługiwała podczas występu syntyzator.

Zresztą postawa zespołu była mocno ironiczna wobec społecznych schematów I gwiazdorstwa I komerchy. Z pewnością jednak nie wszyscy nie wuczuli Owej celowej przesadności. Zespół łączył elektroniczną muzykę (sam syntyzator) z hip-hop’owym stylem I dużym ruchem na scenie. Teksty miały mocny akcent seksualny, ale również sporo ironii. Np Wokalistka która nie wiem czemu przypominała mi z postawy Belmonda tyle, że w loczkach I o nieco innej urodzie, arogancko I trwardzielsko wypinając się nad publicznością rozpinała rozporek w spodniach krzycząc “Fuck me!”. Co równiez było zabawne.

 

W tle występu leciały filmy wideo, przedstawiające rożne sceny np rozwalanie samochodów pałami przez chodzacą chonikiem niepozorną dziewczyne…Mimo, że występ był dobry to ta przesada w stylowaniu się na gwiazdy I robieniu szołu trochę mnie drażniła, występ był moim zdaniem zbyt wyreżyserowany.

Potem na scenę wchodzi LE TIGRE…Super koncert, z przemowami w języku angielskim tłumaczonymi na niemiecki. Chociz rozwiazanie było dośc nietypowe: na scenie dzwonił telefon I tajemniczy głos wszystko wyjaśniał. W tle wystepu rzutowano slajdy. Widać było, że zespół stara się nadać swojemu występowi polityczny charakter.

Mimo wszystko brakowało temu spontaniczności - drażniła obca podziemnym punkowym koncertom perfekcyjność I przewidywalność. ….najlepszym odbiorem cieszyly się utwory (w tym jednen granegy dwukrotnie) “Hot Topic” ,”What’s Yr take on Cansavetes” oraz “My My Metrocard”.

 

Niestety , o czym przekonłam się nie raz, występy kobiecych feministycznych zespołów często stają się pielgrzymką dla różnych (seksiolskich) palantów. Tym razem trafiło mnie osobiście, co niewatpliwie utrudniło mi odbiór konceru LE TIGRE…Co tu robić gdy postać za tobą dziwnie tańczy, a raczej dziwnie się porusza I na dodatek czujesz że coś jej stoi…No jasne odwracasz się I piąchą w ryj, gdyby postać fikała to słowo I jest banda z czapami…ale co robić kiedy odwracasz się a tam dziewczyna? Wtedy myślisz, ze chyba to jakaś paranoja. Że coć jest raczej nie taką z twoją głową. Ale systuacja się powatarza, pozostaje więc się wycofać…bo wróg jest niezidentyfikowany, wiec jak go podejść? Wszystko by zostało przy wersji z paranoją…gdyby nie potem wymiana doświadczeń I rozpoznanie tej samej niby “dziewczyny”! Okazuje się, że niezle się zboczeńcy niemieccy wyszkolili, żeby się przebierać, co wydaje się konieczne, by nie zostać przypadkiem miazgą z mięsa I skruszonych kości.

 

Pozostawię jedak ten incydent I powroce do samego występu genialny był nowy kawałek dotyczącej rasistowskiego zabójstwa czarnoskórego człowieka przez białoskórnych policjantów. Człowiek ów w tak zwanej samoobronie został zabity 48 kulami. Kawałek kończył się wyliczniem każdego pojedyńczego strzału przez publiczność….Co dopiero uświadomiło rozmiar I brutalnośc tej zbrodni. I przeradzało się w rodzaj zbiorowego protestu. Le Tigre grało krótko, bo tyle tylko nagały materiał.

Jednak zespoły cały czas przebywały w bezpiecznej, pozbawionej przypadkowych osob z publiki przestrzeni. Koncert opuściłam z mieszanymi odczuciami. Punk charakteryzował sie dla mnie zawsze tym, że nie funkcjonuje podczas występu ostra granica pomiędzy publicznością a zespołem, tak istotnej w showbiznesie. Zespoły wystepują na żywo I wchodza w interakcje z publicznością. Co chyba najlepiej widać na przykałdzie niezależnych koncertów hard core. Zespół nie funkcjonuje w oderwaniu od publiczności. Jednak tutaj granica była blisko przekroczeniu.

 

Le TIGRE poświęciło jeden kawałek zazdrości kobiecej - twierdząc, że dziewczyny niszczą inne dziewczyny gdy te osiągą sukces, kiedy stają się sławne. Myślę, że nie oto chodziło osobom krytykującym nowe, moim zdaniem zbyt komercyjne oblicze części sceny dawnego riot grrrl. Argument o używaniu przemysłu w celu osiagniecia zmian mnie nie przekonuje…a to, że coś staje się duże I popularnie nie musi pociąć za sobą takich zmian.

Dlatego tak bardzo cenię to co budują takie zespoły jak Harum-Scarum czy południowo-amerykańskie I europejskie zespoły riot grrrl. Postawa D.I.Y I taka stawiająca się w opozycji do przemysłu muzycznego produkującego sztuczne gwiazdy I konsumentów powodują, że punk jest autentyczny I żywy. Że jest zdecentralizowany I twórczy, a jak można mowić o przestrzenii na kobiecą twóczość jeżeli nie mogą one nawet swoje ziny pokazać na koncercie, albo konfrontować poglądy zespółu, również krytykując lub chwaląc jego wypowiedzi podczas występu.

 

Jenni

 

|góra|

 

 

 
|wytwórnia & distro|