|EmancyPunx|

SZYBKI WYBÓR:


-txt01 - SOLIDARNIE Z AFGANKAMI...
 
-txt02 - AFGANKI SPRZECIWIAJĄ SIĘ MUZŁUMANOM...
 
-txt03 - UPRAWNIENIE NIENAWIŚCI - GWAŁT SŁOWAMI OFIAR I SPRAWCÓW...
 
-txt04 - MUJERES LIBRES...
 
-txt05 - POLOWANIA NA CZAROWNICE...
 
-txt06 - EMANCYPUNX I NIEZALEŻNA KULTURA KOBIECA...
 
-txt07 - WYWIAD Z EMANCYPUNX W ZADRZE...
 
-txt08 - KOBIETY PRZECIWKO DYSKRYMINACJI I PRZEMOCY!
 
-txt09 - IMIGRANCI I UCHODŹCY W POLSCE...
 
-txt10 - REVOLUTION GRRRL STYLE NOW!
 
the end.

|EmancyPunx Presents...|
 

Menu>> |Nowości| |o Emancypunx| |Wydawnictwa| |Katalog| |Zespoły| |Koncerty| |Zapowiedzi| |Riot Grrrl| |Artykuły| |Relacje| |Radykalne Czirliderki| |Linki| |Księga Gości| |Kontakt|

 
   

KOBIETY PRZECIWKO PRZECIWKO DYSKRYMINACJI I PRZEMOCY

historia powstania i działalności pierwszej polskiej grupy anarcho-feministycznej

 

KDP powstała jako anarchistyczna grupa kobieca, która miała na celu zwrócić uwagę na dyskryminację kobiet i osób homoseksualnych oraz podjąć walkę z tym zjawiskiem. Pomysł zrobienia grupy, walczącej o prawa kobiet zrodził się u mnie i mojej koleżanki Gośki już w podstawówce kiedy to byłyśmy poddawane, jak to się tak ładnie mówi, przymusowej patriarchalnej i chrześcijańskiej socjalizacji. Nierówność w szkole, podziały w lekcjach, obowiązkowe nauki gotowania i cerowania naszym przyszłym mężom, podczas gdy chłopcy byli zwalniani z lekcji. Zastraszanie dziewczyn przez nich w szkole i inne tego typu zjawiska, dały nam już wcześnie przeświadczenie w jakim społeczeństwie przyszło nam żyć. Szczególnie, że w domach powtórka z rozrywki: Robić to co się przysługuje dziewczynce, terror psychiczny o zbyt krótkie włosy czy noszenie spodni. Zbyt wiele się w tym kraju dotąd nie zmieniło. Wciąż ogranicza się przestrzeń życiową dziewczynek do domu ,do pilnowania rodzeństwa,. do sprzątania. Wszystko po to by nie miały głupich pomysłów , pozwoliły przetrwać systemowi, nie poznawały świata. Jednak socjalizacja nie zawsze odnosi skutek i może rozpalić płomiennym buntem... ale dość tego, przejdę do konkretów.

 

Poprzez przynależność do „subkultury” punków, ściganej zewsząd przez łyse łby (do czasu!) ale i ogólną świadomość antyrasistowską , zaczęłyśmy aktywnie działać w warszawskim RAAFie/MRE. Szczególnie ze względu na podobieństwo zjawisk rasizmu i seksizmu , byłyśmy pewne zastania świadomości antyseksistowskiej wśród antyfaszystów. Antyfaszyzm jako podjęcie działań przeciw jakimkolwiek formom prześladowań ze względu na cechy zewnętrzne czy zmyślone. Był to, o ile się nie mylę 93/94 r. Tam też, po jakimś czasie, poznałyśmy dziewczyny o podobnych poglądach, chętnych do działań. Na demonstrację antyfaszystowską 94 roku przygotowałyśmy spontanicznie Transparent z napisem „Seksizm to też faszyzm” do tego ulotki wyjaśniające ten termin. Byłyśmy w piątkę i po raz pierwszy publicznie ujawniłyśmy się jako osoby, „walczące” o prawa kobiet, nie padło z naszej strony słowo feminizm, ale odważyłyśmy się skrytykować mizogynizm oraz przemoc wobec kobiet (Gwałt). Reakcje dużej części kolesi na nas, jedynie kolesi, bardzo nas zaskoczyły. Zaczęto nas wyzywać i atakować. Część dziewczyn nie zniosła tego psychicznie, szczególnie ,że zostały wyśmiane przez swoich pseudo przyjaciół, i przestały się do czegokolwiek przyznawać. Noszenie transparentu okazało się być horrorem, czułam się osaczona. Ktoś mnie z tyłu opluwał, rwanie za transparent, jakieś agresywne typki szły obok obrzucając wyzwiskami i wrzeszcząc. Ledwo trzymałam transparent i mdliło mi się, nie odpowiadałam na nic .Osoby te były dla mnie (i są nadal) tym samym co naziści po drugiej stronie. Było to przeżycie straszne i zastraszające. Mogło spowodować zupełną rezygnację, gdyby nie ciche wyrazy poparcia, przypadkowe osoby ( płci męskiej), które podjęły się trzymania transparentu, super reakcje kobiet, ale tych starszych. Jedna po przeczytaniu ulotki, wróciła do nas szczęśliwa, z furą ciastek, że mogła przeczytać o tym , co już dawno dusi w sobie...

Opisuje to wydarzenie tak dokładnie, bo uświadomiło nas jak ten rodzaj szowinizmu jest głęboko zakorzeniony również, wśród ludzi niby alternatywnych wobec społeczeństwa i przeciwnych faszyzmowi. Uświadomiło również, jak ciężko mówić o swoich prawach i jak łatwo się poddać. Poddawać się za to nie warto. Dopięłyśmy w pewnym sensie swoje, antyseksizm stał się przynajmniej tutaj akceptowany i wręcz pożądany, a my stworzyłyśmy dla siebie jako taką przestrzeń, która pozwala nam rozwijać się poza schematami oraz organizować i formułować nasz sprzeciw bez czyjegoś przyzwolenia. A oto jak się przedstawia działalność KDP.

 

Początkowo, jak już wspomniałam, spotykałyśmy się w warszawskim RAAFie, gdyż chciałyśmy walczyć o prawa kobiet w ramach antyfaszyzmu, wspólnie z antyfaszystami ( mówię w formie męskiej, bo faktycznie nie było tam prawie kobiet). W istocie jednak kwestie związane tym tematem, były spychane na plan dalszy. Nie przyznawano znęcaniu się, torturowaniu, biciu kobiet, jakie ma to miejsce w naszym najbliższym otoczeniu tyle wagi, co wtedy kiedy dotyczyło to mężczyzn. Mimo, iż są to najczęstsze przypadki prześladowania. Przypisuje to niskiej świadomości antyseksistowskiej w ogóle. Nie ma co ukrywać, że grupy takie mają też bojówkarski charakter i lgną do niej związku z tym przysłowiowi „mięśniacy” , którzy często mają bardzo uwewnętrznioną patriarchalną kulturę. Nie dotyczy to oczywiście w żadnym wypadku wszystkich. Jednak ciągle starano się nas wpychać do wypełniania tradycyjnie „kobiecych” funkcji (np. szycie transparentu, podziwianie bohaterów itp.) i mimo, że odwalałyśmy kupę roboty nie byłyśmy traktowane na równi z naszymi męskimi odpowiednikami. Na ogólnopolski zjazd antyfaszystowski wiosną 95r. przygotowałyśmy ponad godzinny wykład na temat dyskryminacji kobiet i została przyjęta uchwała, według której seksizm należy traktować jako jeden z wielu przejawów faszyzmu. Ustalono również, że zadaniem ruchu antyfaszystowskiego jest zwalczanie przejawów dyskryminacji kobiet.

Wiosną 95’ roku postanowiłyśmy stworzyć wyłącznie kobiecą grupę, pod już funkcjonującą nazwą „Kobiety przeciwko Dyskryminacji i Przemocy”. 30 kwietnia zorganizowałyśmy „Ogólnopolski zjazd kobiet z ruchów antyfaszystowskich”, przyjechało sporo dziewczyn z innych miast, ogólnie było może około 20-25 kobiet. Dzień rozpoczął się naszym parogodzinnym wstępem , który poprzez dyskusje przeciągnął się do wieczora. Wieczorem miała odbyć się impreza, która miała umożliwić dalsze dyskusje i nawiązanie współpracy. Niestety do tego nie doszło, bo zostałyśmy odwiedzone przez nie proszonego gościa, który przerywał nam nasze dyskusje. Było to dla nas przykre, ponieważ był to pierwszy raz, kiedy miałyśmy możliwość mówienia o naszych pomysłach i odczuciach i rozmawiać z osobami, które myślały podobnie. Po raz pierwszy mogłyśmy mówić, a nie słuchać. Było to stąpanie po zupełnie nowym gruncie, który wydawał się być jeszcze miękki i kruchy.

Następnego dnia część osób kontynuowało przerwane rozmowy, a część przygotowało się do planowanej na pierwszego maja akcji. Odbył się rodzaj happeningu i pikiety. Przebrane za gospodynie domowe waliłyśmy różnymi narzędziami kuchennymi na przywiązanych do siebie garach Udzielałyśmy wywiadów i rozdawałyśmy ulotki na temat historii walki kobiet o samo prawo do pracy i związanej z tym finansowej niezależności. Oraz równej płacy za równą pracę, równych szans w uzyskaniu pracy i wyższych stanowisk, ograniczenia bezrobocia. Z hasłem „Dość wyzysku kobiet” i „Koniec darmowej pracy domowej” sprzeciwiałyśmy się podwójnemu obciążeniu kobiet i wymagania od nich pełnienia funkcji służących, jako dowód miłości wobec rodziny. Nasza akcja została bardzo dobrze przyjęta, po początkowej nieufności nie mogłyśmy się wręcz „odgonić”, od kobiet , które chciały od nas ulotkę. Najciekawsze było to, że największe poparcie i zainteresowanie zyskałyśmy u kobiet „po 40sce” (lub około), czyli już zamężnych i/ czy pracujących.

W czerwcu ukazał się zine „VACULA”.

 

Na konferencji na przełomie czerwca i maja ,oprócz tysiąca innych pomysłów i planów, postanowiłyśmy zorganizować obóz integracyjny , który miał miejsce w wakacje w Bieszczadach. Taki obóz odczuwałyśmy jako sprawę egzystencjalną, ponieważ się nie znałyśmy .Nie wiedziałyśmy do końca, co dla poszczególnej dziewczyny jest ważne, a nawet jakiego rodzaju feminizmu popiera. Bez takiej wiedzy o nas samych sobie, brakowało sensownej bazy do współpracy. Szczególnie, że między sobą się bardzo różniłyśmy. Przyjechała kolorowa mieszanka od „alkopunkówek”, anarchistek, antyfaszystek, żeńskich scenowców po chrześcijanki i studentki. Do tego dochodziła rozpiętość wiekowa od 14 do 24lat. Nie znałyśmy się ,ale chciałyśmy się poznać. Faktycznie do tego nie doszło. Wiadomo, ze niektórzy nie potrafią tego znieść, że dziewczyny robią coś same. Dziwi mnie, że tylu debilom chciało się jechać na drugi koniec Polski, tylko po to by nam przeszkadzać. Jeszcze na dodatek osobom, których nie znali. Zamiast tego, co miałyśmy zamiar, czyli uciec od otaczającego nas patriarchalnego świata, by móc wreszcie swobodnie wyrazić swoje myśli i uformować je. Byłyśmy narażone na potrójną dawkę męskiego szowinizmu. Ataki ( dla nas nie zrozumiałe) i prowokacje na każdym kroku. Było wiele bardzo seksistowskich incydentów Groźby pobicia itp. Ponieważ nie miałyśmy ochotę na użeranie się, planowane dwa tygodnie skończyły się na paru dniach. Przyjezdni kolesie (w liczbie ponad 20) za to osiągnęli co chcieli.

Mimo, że stworzyłyśmy własną grupę i miałyśmy własne spotkania, wciąż współpracowałyśmy z warszawskim MRE, chociażby redagując biuletyn warszawskiego środowiska antyfaszystowskiego. Nastąpiły kolejne demonstracje, na których poruszałyśmy nurtujące nas problemy. Tak też 9 listopada 95’r. po raz pierwszy poruszyłyśmy temat homo fobii, pod hasłem „Miłość jest jedna” protestowałyśmy przeciwko dyskryminacji osób homoseksualnych. Jak się okazało jest to zjawisko dość powszechne również w naszym środowisku, co dobitnie dało się odczuć na samej demonstracji. Spotkania miałyśmy w warszawskim PSF Centrum Kobiet- fundacji feministycznej. Atmosfera tam była naprawdę super i myślę, ze był to najlepszy czas w istnieniu KDP. Doszła do grupy masa dziewczyn między innymi Derwisz, a jeszcze wcześniej Klaudia, Dobruśka. Gośka wyłączyła się z powodu braku czasu z działalności. Miałyśmy jednak problemy z pocztą, która czasem nie docierała na skrytkę RAAF’u. Dlatego korzystałyśmy jako adresu korespondencyjnego z adresu Gośki. Jednak nie wiadomych powodów poczta docierała, oprócz zaledwie kilku listów, jedynie na adres RAAF. Wsparcie z zewnątrz było nam bardzo potrzebne, dlatego też należą się wielkie dzięki wszystkim osobom, które do nas pisały i wciąż piszą. Przeprosić natomiast wypadało by wszystkich, którzy nie dostali odpowiedzi ( mogło to być zasługą poczty, która lubi „gubić” ).

Spotkania odbywały się regularnie, w raczej luźnej atmosferze. Przychodziły coraz to nowe dziewczyny, inne się wymieniały. W lutym przystąpiłyśmy do organizacji Nocy Walpurgi. Początkowo zaplanowany wspólnie z Robertem z Refuse, skromny koncert z trzema zespołami, miał się przerodzić w dwudniowy festiwal. Zaprosiłyśmy do współpracy warszawski Ruch Lesbijek i Gejów, co okazało się fatalne. Drugi dzień miał mieć ostry anty homofobiczny charakter. Niejaka Małgorzata z RLG wywęszyła dobrą okazję podniesienia swojego finansowego dobrobytu. Noc Walpurgi stała się dla niej chwytem reklamowym. Ani namiastki tematów związanych np. z homofobią. Jako nawiniaczka całkiem dobrze się spisałam, załatwiając nagłośnienie i wykonanie plakatów reklamowych, za które musiałam z własnej kieszeni zapłacić. Małgorzacie za to ani się nie śniło oddać pieniędzy. W tym miejscu chciałam pogratulować lesbie M. udanego „coming in” .

Doświadczenie to miało również swoje pozytywne strony. Była to bowiem pierwsza lekcja z przedmiotu: Dlaczego nie powinniśmy współpracować z ludźmi z poza klimatów. Lekcja numer dwa miała niebawem nastąpić. Tym czasem jednak trwały gorączkowe przygotowania do właściwego koncertu.

 

Wendo składa się z japońskich słów kobieta i droga. Jest to styl walki stworzony z myślą o kobietach, które nie chcą walczyć. Duży nacisk kładzie się na przełamanie oporów psychicznych do stosowania fizycznej samoobrony w przypadku fizycznego ataku. Przy czym uczy również psychologicznego podejścia oprawcy. Jedną np. metodą jest „krzyk wariatki”, bardzo skuteczny wobec gwałcicieli. Krzyk musi być bardzo głośny, psycholski i najlepiej nie powinien przypominać ludzkiego odgłosu, tylko przykładowo osła. Podniecenie sadysty powinien spać do poziomu zera, pozostawiając strach przed nieobliczalną psychopatką. Ważnym elementem treningu było poznawanie własnych możliwości i technik samoobrony nie wymagających dużej siły fizycznej. Trening Wendo odbył się dzięki naszym autonomicznym siostrom z Niemiec, które przyjeżdżając na własny koszt, zorganizowały bezpłatnie trzydniową sesję. Odbyła się ona w wakacje

Któregoś dnia panie z Centrum Kobiet wynajęły panią psycholog, która nieco okrężną drogą wyjaśniła nam podziały terenu centrum. Terenem KaDePek okazała się być ławka przed( na której zresztą lubiłyśmy z Osą i „gitami” popijać małe co nieco). Nastąpiło wielkie nic, brak miejsca spotkań unieruchomiło grupę. Rozwiązanie bezdomności nastąpiło dopiero po wakacjach 96’. Nawiązałyśmy pracę z Biurem Obsługi Ruchów Ekologicznych, które okazało się być naprawdę pozytywną inicjatywą. Skład KDP zmienił się i nieco postarzył. Pisało się kilka protestów przeciwko budowie spalarni w Warszawie. Zwracałyśmy uwagę na to, że ma ona się znaleźć koło więzienia kobiecego. Co jest przykładem pogwałcenia pozostającego już tylko prawa do zdrowia, osób i tak pozbawionych większości praw. Skromny protest papierkowy odbił się bez echa. W BORE spotykałśmy się do końca.

 

Już niedługo po rozpoczęciu roku szkolnego w 96’ , Radio Ma-ryja wraz z kościołem katolickim i radykalną prawicą, mobilizowali swoich wiernych do masowych demonstracji. Na ulicach Warszawy zebrało się tysięcy dziadków i babci, trzymających w rękach tablice z rozbabranymi dziewięciomiesięcznymi „płodami”. Reprodukcje były nam dobrze znane, te same przysłano Beacie Fiszer z organizacji feministycznej w formie pocztówek - dołączone były groźby zabicia. Pochodzenie pocztówek i tablic świadczą o dobrej współpracy polskiego kościoła z militarnym ruchem pro-life w Stanach Zjednoczonych. Zdecydowałyśmy się wraz z kolegami odwiedzić kolejną 10 tyś. Demonstrację. Przebrane za dewoty KaDePki wymachiwały słoikami w których w gęstej sieci znajdowały się czerwone fasolki, przedstawiające życie nienarodzone. Do tego mówiły coś o „ mordowaniu narodu polskiego”. Niestety prowokacja nie spowodowała pożądane zainteresowanie mediów, okazała się być dopiero bladym odbiciem opętanego tłumu. Na podeście przemawiający prałat Jankowski, z megafonów radio ma-ryja , wokół sprawiającą wrażenie umysłowo chorych „rodzina” z radiami owiniętymi różańcami. Blade, szare twarze, olbrzymie czarne krzyże. Kobieta w szale podnosi palec wskazujący w niebo i krzyczy: „Tam!” Ktoś pyta: „ale co?” „ Wszechmocny Pan!” Mimo ogólnego zamętu, ochroniarze wykryli obecność naszych agentek. Wcześniej inni ochroniarze demonstracji wzięli siłą na bok Jolkę, która jawnie rozdawała ulotki na rzecz wyboru. Tradycyjnie grozili pobiciem. Innym razem namawiali Policję by nas zamknęła, ta z kolei nie chciała dać się namówić. Już pod parlamentem Jolkę ścigało kilka agresywnych staruszków krzyczących o żydach, żydo-komunistach-feministkach, urbaniakach, ty kurwo żydówo, feministka! Łapcie ją! itd. mordujących tradycyjnie naród polski udostępniając przykładowo antykoncepcje. Przed zupełnym poszarpaniem ubrań, latającymi pięściami i torebkami ratowały dziennikarki. Co okazało się fatalne dla renomy pro-lifów. Na następną demonstrację radia przygotowałyśmy wspólnie z innymi organizacjami kontrdemonstrację, Było to 23 Października Właśnie wtedy Radio ma-ryja zaproponowało zgolenie głów posłom , którzy głosowali za ustawą liberalizującą prawo przerywania ciąży - jak polkom, które spały z Niemcami za okupacji.

Ostatnią rzeczą którą zrobiło KDP, była współorganizacja z Klaudią i skłotem Rozbrat „ Zlotu feministycznego” . W BORE spotykałyśmy się do końca. Jednak już od tego czasu prawie nie było spotkań, oznacza to , że w rzeczywistości grupa przestała istnieć, chociaż „ oficjalnie” nie doszło do jej rozwiązania. Część pierwotnego KDP ,ostatniego składu ( m.in. Katiusza, która była jedną z dwóch inicjatorek „Wiedźmy”) i nowe osoby zaczęły tworzyć Emancypunx.

 

Przez te kilka lat bardzo dużo osób działało w KDP. Oczywiste jest ,że inne dziewczyny nie koniecznie opisywały by ten czas w identyczne sposób. Działo się też dużo średnio fajnych rzeczy, co wiąże się w ogólne z trudnościami współpracy i realizowania idei anarchistycznej równości wewnątrz grupy. Inną sprawą jest to, że działając razem nie zawsze miałyśmy te same doświadczenia. Każda osoba w sposób indywidualny postrzega świat. Mogłam więc nie dostrzec czegoś co zauważyła inna z nas. Tak więc jest to mój osobisty tekst o grupie, z którą spędziłam wiele czasu i uzyskałam masę siły i przyjaciółek.......Jenny.

 

|góra|

 

 

 
|wytwórnia & distro|