|
DISCO - IT'S MY LIFE?
O queercore i queerpunk....
Brak tolerancji dla osób o orientacji innej niż hetero, skazuję ich
naturalną ekspresję osobowości na nieistnienie we wszelkiej
przestrzeni publicznej. Jedyną alternatywą wobec heteroseksualnego
"totalitaryzmu", stają się więc zamknięte kluby, przez co
kultura homoseksualna jest redukowana do egzystencji w dyskotekach (nie
licząc cyberprzestrzeni). Częste bytowanie w klubach natomiast jest w
dużej mierze uzależniona od zasobów finansowych danej osoby. Jeśli
więc człowiek, który odkrywa swój homoseksualizm i chce go definiować,
poznawać, przeżywać i wyrażać poprzez lub w towarzystwie osób
podobnych i przyjaznych, obejście kultury klubowej dla niego jest
prawie niemożliwe. Jak dobrze wiemy nie każdy człowiek czuję się
powołany do dyskomulstwa i komerchy, a zamiast gibać przy dicho wolałby
np. kino, muzea lub punkrock. Może się to przyczynić do sporej
frustracji psychicznej i m.in. z takiej frustracji narodził się
homocore i queerpunk.
Kultura punk wydawała się na tyle interesująca, i otwarta, że w
latach 80-tych wielu uczestników tego zjawiska zaczęło wprost ujawniać
swój homoseksualizm, domagając się przestrzeni dla siebie wewnątrz
punk/hardcore i przestrzeń tą dla siebie organizować. Scena ta zaczęła
używać właśnie terminów jak Homocore, a następnie Queerpunk. Zaczęły
pojawiać się kapele, ziny i całe załogi punx, które wprost mówiły
o rzeczach których wcześniej nikt nie poruszał - o własnym
homoseksualizmie, alienacji, homofobii ze strony społeczeństwa i
innych punków.
"Homocore"- to zresztą nazwa legendarnego zina z USA z lat
80-tych. Inny kultowy już zine to Outpunk z San Francisko. Wychodził w
latach 1992-1997. Pod nazwą Outpunk działała też wytwórnia, która
wydawała takie lesbijskie/queer zespoły jak Tribe 8, Team Dresch, The
Need, God is my co-pilot, Cypher in the Snow, Sister George. Teraz z
wytwórni homo-punkowych mamy m.in. Heartcore, której pierwszą pozycją
był zespół The Haggard z Portland Or. (The Haggard grało też na
pierwszej edycji festiwalu kobiecego Ladyfest Europe). Oprócz Stanów
Zjednoczonych queerpunk zaistniał na dobre w Wielkiej Brytanii (np.
zespoły Huggy Bear, Getrude, festiwal Queeruption, Ladyfest), no i co
ciekawe w Brazylii. Stało się dzięki zespołowi Dominatrix, który
przyczynił się w latach 90tych do powstania tam gigantycznej sceny
riotgrrl i queer.
Homocore'owe męskie zespoły jak The Dicks, Big Boys istniały
już na początku lat osiemdziesiątych, a funkcjonujące pod koniec lat
80-tych Pansy Division czy nowojorski posi-core'owy Go! to dziś już
klasyka gatunku.
W Polsce jedynym ujawnionym zespołem homo-punkowym była sławetna i
zasłużona Homomilitia. Niewątpliwie fenomen na skalę całego
wschodnioeuropejskiego hard core punk.
"Ta muzyka już nas nie wiąże" śpiewa Harum-Scarum w
tekście o "słodkiej cnotce" i ma tu na myśli rozwój
sceny queerpunk w ostatnich latach, która poszła raczej w klimaty
pop-punk, melodyjny garaż, rock i słodkie college-rock/emo. Natomiast
małe z początku d.i.y. wytwórnie wydające queerpunk jak Kill Rock
Stars czy Mr. Lady przerodziły się punkowe prawie że giganty.
Moda na grunge, i medialne osaczenie ośrodków riot grrrl i queerpunk,
takich jak miasto Olimpia miało swoje skutki. Kobiecy-lesbijski
punkband Sleater Kinney pojawiał się nawet w MTV, za to przekaz
tekstowy coraz bardziej się zawężał do wokół miłosnych.
"Szumowiny" które rozrzucają na trasie w "vanach"
brudne skarpety, jak opisały to Harum-Scarum, znów poczuły się poza
marginesem. Ale uwaga hardcore-punkowy duch rebelii powraca, wraz z nim
brudniejsza, szybsza i ostrzejsza muzyka. Widać to na przykładnie
Harum-Scarum, ale też w przypadku tego co ma miejsce w Hardcore. Po
rozpadzie Los Crudos powstała formacja st
raight edge Limpwrist. Ci szaleńcy z ogromnym poczuciem humoru na
nowo interpretują idee hardcore'owego brotherhood i stają kością w
gardle każdemu, kto miewa fobie wobec osób różniących się, lub chcących
żyć inaczej niż on sam. Nowej interpretacji podległy też evergreeny
straight edge hardcore. Zamiast "True till death" na płycie
tajemniczego zespołu Gayrilla Bisquits słyszymy teraz "Gay till
death!". Na dodatek wszystkiego istnieje wiele
"mieszanych" kapel, gdzie grają osoby o rożnych orientacjach
w tym homo jak chociażby Children of Fall i Kids Like Us. (j)
(tekst wpierw ukazał się w Pasażerze nr 17, na stronach Emancypunx)
|góra|
|